O mnie

IMG_4780-2

Zanim poznałam mego męża żywiłam się zapiekankami, które on mi do tej pory wypomina, i kanapkami albo sałatkami. Bo tak było szybciej, wygodniej, łatwiej. Zawsze twierdziłam też, że ja nawet wodę na herbatę potrafię przypalić (niestety nadal mi się to zdarza). Jednak jako zakochana kobieta, a takie robią czasem głupstwa, kupiłam sobie książkę kucharską „Kuchnia Polska” Ewy Aszkiewicz za ostatnie 50 zł, które miałam po zakupie świątecznych prezentów. I nagle zdarzył się cud. Okazało się, że potrafię gotować – a w zasadzie ta książka jest tak prostym językiem napisana, że tylko „łosiek” by sobie nie poradził. Pichciłam tak zimę, jednak przyszła wiosna, a później lato – na zewnątrz ciepło, świeciło słońce, kto by w kuchni siedział. I tak falami, przez dwa lata. Jesienią i zimą gotowanie (tylko czasem chicken nuggets albo pizza potrafiły mnie skusić), wiosną i latem coś na szybko w domu albo w barze mlecznym i zwiedzanie regionu albo wypady w góry.

Jednak nadszedł taki czas, kiedy czułam się permamentnie zmęczona. Nieważne ile czasu bym spała, a spałam nawet po 12 godzin i więcej. Ciągle czułam zmęczenie. Najpierw tłumaczyłam to sobie przesileniem jesiennym, później zimową chandrą, a na koniec wiosenną zmianą pogody. Ale gdy latem mi nie przechodziło, ba, co gorsza około 14.00 w pracy czułam się tak zmęczona, że najchętniej to ucięłabym sobie drzemkę, to uznałam, że coś jest nie tak.

Zaczęłam szukać w internecie, żeby wiedzieć do jakiego lekarza specjalisty zapisać się w kolejkę. Bo uznałam, że jak nie trafię, to znów mnie zima zastanie z tym przemęczeniem. Podczas poszukiwań w sieci, znalazłam książkę Andrzeja Janusa „Nie daj się zjeść grzybom candida”, która częściowo odpowiadała na moje pytania charakteryzując przyczyny i możliwe rozwiązania, a także sugerując odpowiednią dietę. Najpierw pomyślałam, że to bujda. Przecież ja się zdrowo odżywiałam: jogurcik zamiast śmietany, rybka zamiast mięsa, dużo owoców, bo owoce to witaminy, produkty bez dodatków, wypełniaczy i konserwantów.

Szukałam więc dalej, przez przypadek trafiając na powiązane z tą tematyką ssanie oleju, które oczyszczało organizm, ale też, i to było dla mnie zdecydowanie najważniejsze, wybielało zęby. Już dawno poddałam się z pastami wybielającymi, które podrażniały mi dziąsła, więc uznałam, że skoro kosztuje mnie to tylko 20 PLN za butelkę oleju słonecznikowego bio tłoczonego na zimno, to zaryzykuję. Zawsze będę mogła go użyć do sałatki, jak coś będzie nie tak, bo mało prawdopodobne by zęby mi od tego wypadły. I może nie uwierzycie, ale po miesiącu widziałam tak dużą poprawę, jakiej nie odnotowałam używając past wybielających! I to naturalnie, bez ścierania szkliwa.

Pomyślałam sobie, że może te naturalne sposoby rzeczywiście działają, a przynajmniej nie szkodzą. Ale tak ciężko było zacząć dietę, tu urlop, tam grill, tu wyjazd nad ukochaną Hańczę, tu spotkanie ze znajomymi po basenie. No nijak nie dało się zrezygnować ze słodkości, mąki pszennej, mleka, owoców i wina. W końcu jednak zebrałam się w sobie.

Dziś, po 8 godzinach snu czuję się wyspana. Mam energię przez cały dzień (chyba, że ciśnienie spada, wówczas jest nieco gorzej, choć nie fatalnie), jasność umysłu i kreatywność, szczególnie kulinarną, której nawet sobie nie wyobrażałam. Chętnie podejmuję wyzwania i co najważniejsze, zarówno fizycznie, jak i psychicznie, czuję się doskonale. A to wszystko małym nakładem sił, zmianą kilkunastu produktów na inne i rezygnacją z kilku. Zgubienia 6 kilogramów nie było w planach.

Wszystko co jem, wrzucam na mego bloga, który jest eklektyczny, trochę wegetariański, czasem wegański, często rybny albo mięsny. Po prostu życiowy. Mam nadzieję, że moje przepisy przydadzą się także Tobie i znacząco wpłyną także na poprawę Twojego samopoczucia.

Pamiętaj zdrowo nie znaczy katorżniczo, bo życie jest, między innymi po to, żeby jeść.

Autorka bloga „Żyję żeby jeść”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.